Jedna zla - Tata ma bialaczke, raka szpiku kostnego.. przewleka bialaczka szpiku
Druga lepsza - jest w bardzo poczatkowej fazie, az dziw ze wogole wylapane.. wiec zdaniem onkolog, szanse na zdrowie sa ok. 90%.
Duzo.. ale ja sie martwie o te pozostale 10%...
Tata 31-go bedzie mial pobierany szpik kostny do badania i czesc tego szpiku zatrzymaja na wypadek gdyby kiedys potrzebowal przeszczepu - juz chyba zaczne glowa walic w niemalowane zeby to nie bylo potrzebne..!
Od 1-go lutego rozpoczyna brac leki - Gleevec (Gliviec) - lek z grupy inhibitorow ktory blokuje chromoson Philadelphia - chromoson odpowiedzialny wlasnie za ta cholerna bialaczke..
A wogole to nie wiem co czuje w tej chwili.. bo kiedy mama to powiedziala "Tata ma bialaczke" to mi sie ziemia usunela spod stop. Gdybym nie siedziala to zakladam ze bym zemdlala. Zreszta moja siostra tez. Mowila ze chciala zemdlec, zrobilo sie jej niedobrze.. myslala ze umrze na miejscu! To sie nie przydarza NASZYM rodzicom!
Moj Polowek przeszedl to wszystko ze swoim wlasnym ojcem, ktory mial bialaczke zlosliwa i niestety zmarl (po 15stu latach ale zmarl..) - kiedy wiec uslyszal ze teraz moj tata chory.. to jedyne co mu chodzilo po glowie "nie.. nie znow.."
A moj tata? No coz, bardzo zestresowany, bardzo, bardzo.. ale matko.. czy mozna sie dziwic??
Poszlam do kuchni umyc naczynia po kawie, tata poszedl za mna bo chyba wiedzial ze wyszlam z pokoju do kuchni zeby sobie poplakac. No poprzytulalismy sie, powiedzial ze on nigdy nie planowal swoim dzieciom takiego piekla zgotowac.. Co mozna na to powiedziec? Ze dbaj o siebie.. ze to jestesmy razem w tym, ze choruje on ale leczyc sie bedzie cala rodzina i przyjaciele..
To tylko slowa! Jakbym mogla to bym swoja wlasna krew i szpik dala!!
Tata powiedzial ze to jeszcze sie calkowicie nie zarejestrowalo.. ze czuje sie jakby gral w filmie jakas glupia role.. nie rozumie jak to sie stalo.. dlaczego..
No do kogo mozna miec pretensje..?!!
